Papieże z Włoch - czy naprawdę byli źli?

Historia papiestwa jest fascynująca, przede wszystkim dlatego, że każdy z nich prezentuje inną historię. Są to często historie miłosne, co jest niedopuszczalne w przypadku dzisiejszych papieży. Przychodzi tutaj na myśl historia Boriga, który był sługą 4 papieży i poznał to środowisko ze wszystkich stron. Rodrigo Borgia przyszedł na świat w Jativie, koło Walencji, 1 stycznia 1431 r. Potomkowie Pedra od tej pory nazywali się Borja (zitalianizowane na Borgia), co po arabsku znaczy „wieża zamkowa”. W sto lat później, w 1238 r., ośmiu z nich, w służbie Aragończyka, Jaimego, odegrało pierwszoplanową rolę w wyzwoleniu królestwa Walencji spod panowania niewiernych. W nagrodę otrzymali twierdzę Jativa z przyległymi do niej rozległymi terenami. Przyjęli za herb pasącego się wołu (zamienionego później na byka) otoczonego ośmioma snopami. Materiały źródłowe na temat dzieciństwa i lat młodzieńczych Rodriga są nieliczne, podejrzane i pełne luk. Nawet Babottiego trzeba przyjmować z dobrodziejstwem inwentarza; do wszystkiego, co wyszło spod jego pióra, należy podchodzić krytycznie, a nie jest to łatwe, gdyż miesza się tam legendę z prawdą. Nie można wykluczyć tego, że pierwszym nauczycielem Rodriga był Antonio Nagueroles, że w wieku 10 lat stracił ojca, a matka wraz z dziećmi przeniosła się do Walencji. Równie wiarygodne jest, że przyszły papież doskonale strzelał z rusznicy, zręcznie posługiwał się kuszą i sztyletem i był zapalonym myśliwym. To, co robił do 1447 r., ma niewielkie znaczenie. Ważne natomiast jest to, co nastąpiło po owej dacie. Papież Mikołaj V obsypał go beneficjami i prebendami oraz uczynił mimo protestów miejscowych prałatów członkiem kapituły Walencji. Chociaż w bulli dotyczącej tej nominacji mówi się o „uczciwości jego życia i obyczajów oraz o prawości i innych chwalebnych cnotach", wszyscy wiedzieli, że zaszczytne funkcje, bynajmniej nie honorowe, lecz bardzo lukratywne, zawdzięczał nie swoim cnotom, którymi z racji swego młodego wieku nie mógł się wykazać. Krótko mówiąc, nie jego to było zasługą, lecz stryja Alfonsa, któremu papież nie mógł tej przysługi odmówić. Zresztą powierzanie urzędów kościelnych małoletnim było zgodne z obyczajami lub z nieobyczajnością Kościoła, który czynił z tego przedmiot bezwstydnego handlu. Powołanie i wiara nie miały z tym nic wspólnego, a nawet było lepiej, gdy takie motywy nie wchodziły w grę. Rodrigo nie był więc żadnym wyjątkiem. A z beneficjów i przywilejów hiszpańskich korzystał jeszcze po wyjeździe do Włoch. Żaden badacz nie był w stanie sprecyzować, kiedy to nastąpiło. Z tego, co napisał mediolański prawnik Giasone del Maino, poseł na dworze Ludovica Sforzy, wynika, że za najbardziej prawdopodobną datę należy przyjąć rok 1449. Tym, kto wezwał do Rzymu 18-letniego wówczas Rodriga, był jego stryj, coraz potężniejszy, coraz bardziej wpływowy, wzbudzający coraz większy respekt. Przyszły Kalikst III miał słabość do tego ambitnego, wesołego, pełnego fantazji bratanka, który podobał się mężczyznom z racji swego umysłu, a kobietom dzięki męskiej urodzie.