Tajemnica włoskiego opactwa
Wczytując się w Imię róży, należy znaleźć wskazówkę, która pozwoliłaby dokładnie umiejscowić zaginiony klasztor benedyktynów. Wiadomo ponad wszelką wątpliwość, że znajdował się w północnej, górzystej części Italii. W moim odczuciu klasztor leżał raczej w Dolomitach niż w Piemoncie, ponieważ tą drogę przemierzał z rodzinnej Austrii narrator powieści Adso z Mel- ku. Przez Bolzano prowadził w czasach średniowiecza utarty szlak handlowy z Italii do Austrii. O region ten toczyły się walki i aż do czasów pierwszej wojny światowej miasto i okolice należały do cesarskiej Austrii.Teraz górskie rejony północnych Włoch zamieniają się zimą w królestwo białego szaleństwa, a ośrodki narciarskie pełne są gości z całej Europy Kiedy zimą 1999 r. zawitałam do doliny Vail di Fiemme, minęła właśnie pierwsza rocznica głośnego wypadku w Cavalese, podczas którego amerykański pilot samolotu wojskowego, lecąc zbyt nisko nad ziemią, zerwał trakcję kolejki linowej. Po wypadku nie było jednak śladu, a z wagoniku nowo zbudowanego wyciągu oglądałem malowniczą dolinę Fiemme, która jest kolebką włoskiego narciarstwa biegowego. Czy gdzieś w tych stronach pochodzący z Anglii franciszkanin Wilhelm z Baskerville rozwiązywał z pomocą ucznia i nowicjusza Adso jedną z tajemniczych zagadek, czyli zbrodni seryjnie popełnianych w klasztorze? Dolina pasuje do powieściowo-filmowej scenerii. Vail di Fiemme leży w odległości 40 kilometrów od Bolzano i 60 kilometrów od Trydentu. Dolinę o długości 35 kilometrów otacza łańcuch gór Lagorsi, grupa gór dolomitowych Pale di San Martino i Latemar oraz grzbiet górski Como Nero. Teraz z Trydentu i Bolzano do ośrodków w dolinie Fiemme jeżdżą autobusy W średniowieczu musiało być to miejsce na uboczu, z dala od głównej drogi. Przekonali się o tym dobrze Wilhelm i Adso, docierając tu nie bez trudu, a później uciekając, gdzie oczy poniosą, z ogarniętej płomieniami klasztornej biblioteki. Kiedy Adso, już jako człowiek w podeszłym wieku, szukał spalonego klasztoru, musiał nadłożyć wiele drogi. Z wielkich i wspaniałych budynków, które zdobiły to miejsce, pozostały rozrzucone to tu, to tam ruiny, jak to już zdarzało się z pomnikami starożytnych pogan w mieście Rzymie. Bluszcz okrył szczątki murów, kolumny, nieliczne architrawy, które pozostały nienaruszone. Dzikie zielska wszędzie zawładnęły terenem i nie można było nawet się domyślić, gdzie uprawiano niegdyś warzywnik i ogród. W relacji z podróży Adso koncentruje się na strzępach pergaminów z dawnej biblioteki i zielu wyrosłym na gruzach. A zatem opis nie pozostawia nam - czytelnikom żadnej nadziei, chociaż wiemy że zarówno miejsce, jak i sam klasztor są dziełem literackiej wyobraźni. Pozostańmy wszakże w krainie fantazji. Skoro tak wyglądał klasztor po kilkudziesięciu latach, to po blisko siedmiu stuleciach od czasu, gdy w 1323 r. przyjechali tu po raz pierwszy bohaterowie powieści, ślady musiały zatrzeć się doszczętnie. Być może na gruzach, podobnie jak wielu innych klasztorów włoskich, wybudowano jakąś okazała rezydencję?
